sobota, 23 kwietnia 2011

Karnawał blogowy #20 - Mistrz Gry

Chciałem uczestniczyć w 20 Karnawale Blogowym, ale nie zrobiłem tego w odpowiednim terminie. Na szczęście jest to tak skonstruowana inicjatywa, iż nie trzeba sztywno trzymać się reguł. Dlatego i ja, choć trochę za późno, napiszę kilka słów na temat: „Mistrz Gry”.
            Notka inspirowana jest autentycznymi wydarzeniami i problemami powstałymi w trakcie gry.
            Mistrz Gry to świetna rola. Lubię nim być i z wielką chęcią prowadzę sesję swojej stałej drużynie. Znam tych ludzi wiele lat na stopie czysto towarzyskiej. Przegrałem z nimi wiele godzin sesji i ich postacie są mi bliskie niczym moja własna. Bycie Mistrzem Gry dla przyjaciół to wielka frajda, może nawet większa niż uczestnictwo w sesji jako Gracz.
            Sprawa wygląda inaczej, gdy przychodzi przygotować przygodę nowym (lub całkowicie obcym) graczom. Wtedy wszystko się trochę komplikują. W tej notce karnawałowej postaram się napisać kilka słów o sytuacji, w której przychodzi nam prowadzić sesję nowej drużynie.
            Do pełnienia roli Mistrza Gry w składzie, którego jeszcze nie znamy dobrze warto się przygotować. Na samym początku polecam zagrać z ekipą kilka sesji jako Gracz. Dzięki temu na własnej skórze można zobaczyć do czego drużyna jest przyzwyczajona. A niektórych przyzwyczajeń nie da się później łatwo wyplenić. Podam przykład. Mistrz Gry notorycznie napadał bohaterów gdy ci odpoczywali w pokojach karczemnych. Tym działaniem spowodował, iż drużyna zawsze sprytnie zabezpiecza się przed bandytami. Nawet w ciepłej i przytulnej karczmie drużyna wystawia w nocy warty lub zastawia w pokoju pułapki. Inny przykład. Mistrz Gry nie obniża poziomu intelektualnego przeciwników, czyli: chłop małorolny jest tak samo sprytny i przewidywalny w walce jak najemnik z 20 latami stażu na karku. Efektem tego jest to, iż drużyna zamiast uczestniczyć w spektakularnej i szybkiej walce z chłopami rozpoczyna przygotowania niczym do walki ze smokiem. Poprzez obserwację z perspektywy gracza tego typu przyzwyczajeń łatwiej przewidzieć działania przyszłej drużyny.
            Poprzedni akapit pociąga również za sobą inną rzecz. Mianowicie nowy Mistrz Gry powinien porozmawiać z drużyną i wyjaśnić im swój styl prowadzenia. Zapytanie graczy o to co lubią i czego oczekują od gry rozjaśnia wiele spraw. Rzeczy, które nie zostały przedyskutowana mogą doprowadzić do konfliktu, który  nie wyniknie z złej woli, lecz będzie powodem nieporozumienia. Dla przykładu. Mistrz Gry mówi: „lubię gdy bohaterowie są brawurowi. Nie bójcie się podejmować ryzykownych i efektownych działań, nie doprowadzę łatwo do śmierci postaci.”, albo „moje scenariusze skupiają się głównie na najważniejszym wątku przygody. Rzeczy mniejsze nie są dla mnie ważne i nie skupiajcie na nich uwagi. Akcja ma gnać do przodu.”. W podobny sposób, swoje zdanie powinni wyrazić gracze np. „moja postać jest bezczelna i obraża ludzi. Nie chciałbym przez takie odgrywanie postaci bardzo szybko ponosić bolesnych konsekwencji.” Inna wypowiedź „uwielbiam zadania poboczne i interakcje z nieistotnymi BNami. Gdy wchodzę do karczmy rozmawiam z karczmarzem i pytam go o szczegóły życia. W sklepie z chemią będę wypytywał alchemika o receptury”.
            Wiedzę o preferencjach drużyny można zdobyć poprzez granie. Niestety, po kilku sesjach, które były męczarnią, a nie przyjemnością, może nie być okazji żeby się dotrzeć. Dyskusja przez sesją skraca czas zaaklimatyzowania się Mistrza Gry do nowych warunków.
            Notkę kończę cytatem chińskiego myśliciela Sun Zi: "Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew."

1 komentarz:

  1. Mam wrażenie, że komunikacja to często spory problem. Z moich doświadczeń wynika, że graczom często ciężko jest określić, czego właściwie oczekują od sesji. Poza tym, zwykle wszystkie "dziwne przyzwyczajenia drużyny" wydają się jej zupełnie normalne, a co za tym idzie nowy MG raczej nie zostanie o ich ostrzeżony. A szansa na to, żeby udało się przed poprowadzaniem pierwszej sesji zagrać z nowymi ludźmi jest raczej niewielka. Także... Podziwiam odważnych, prowadzących na konwentach. ;)

    OdpowiedzUsuń