poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Karnawał blogowy #42 - Złe sesje są jak krzemień w bucie

42 Edycja Karnawału Blogowego przed nami. Tym razem piszemy o najgorszej sesji w życiu. Oj, będzie dym.
 
W swojej RPGowej karierze nigdy nie doświadczyłem prawdziwej traumy. Większość sesji, które rozegrałem w ramach działania wiejskiego klubu RPG uznaję za bardzo udane lub conajmniej udane. Gdy próbuję sięgnąć pamięcią wstecz i wybrać najgorszą, nie potrafię tego zrobić. W klubie mam doskonałą ekipę i po prostu nie było możliwości zagrać czegoś słabego (ekipa jest dograna względem oczekiwań innych uczesntików).
 
Natomiast, miałem okazję brać udział w słabych sesjach na konwentach. Nie napiszę, że sesje były beznadzieje. To zbyt mocne słowo. Sesje, których doświadczyłem na konwentach nie satysfakcjonowały mnie. I to jest dobre określenie. W Internecie czytałem już o przygodach, które jeżą włos na głowie. Moje "złe" doświadczenia to tak naprawdę pikuś. Dlatego też, uznaję, że sesje po prostu nie przypadłu mi do gustu.
 
Najpierw napiszę trochę o moich wtopach:
 
1. Sesja 1:1 w klasycznego Warhammera. Oj, cóż to było za niewyczucie mojego gracza :) Nadawaliśmy na kompletnie różnych falach i mam wrażenie, że graliśmy dwie różne sesje, każdy w swoim małym, zamkniętym świecie. Ja mówiłem jedno, gracz drugie, nasze wizje nie pokrywały się. Sesję skończyłem mocno przed czasem, bo po prostu nie potrafiłem udźwignąć tego ciężaru. Wina w porażce sesji leży po dwóch stronach. Dałem ciała jako mistrz gry, ale gracz jakoś niespecjalnie mi pomagał. Niemniej, doświadczenie wyniesione z sesji zaliczam do ważnych.
 
2. Sesja w Wiedźmina. Wymyśliłem słabą przygodę, w której gracze niezbyt wiele mieli do roboty. Ekipa próbowała ratować sytuację, ale i tak niewiele mogli wyciągnąć z słabego scenariusza. Jestem zły na siebie, że zmarnowałem ekipie trzy godziny ich konwentowej zabawy. Mogli zagrać w coś lepszego. Wina za nieudaną przygodę leży tylko po mojej stronie.
 
A teraz o wtopach innych:
 
3. Bardzo dawne czasy. Na jednym z gliwickich konwentów w środku nocy miałem spróbować zagrać w Legendę Pięciu Kręgów. Śpiący byłem jak licho, systemu kompletnie nie znałem, a dodatkowo samurajowie w ogóle mnie nie interesowali (dobra podstawa do gry). Sesję zaczęliśmy od tworzenia bohaterów, a czynność ta była nudna jak flaki z olejem (bo nie wiedziałem co robię). Nawet nie pamiętam czy zaczęliśmy grać. Wprowadzenie przez mistrza gry nie porwało. Znudzony i półprzytomny podziękowałem za kartę postaci i poszedłem spać.
 
4. Czwarta przygoda to naprawdę ciekawe doświadczenie. Mistrz gry prawie w ogóle nie mówił. Na samym początku nie wiedziałem co się dzieje, a później się okazało, że tak już będzie do samego końca. Naprawdę, mistrz gry nie mówił. Tzn. pociągnięty za język odpowiadał, ale była to praca dosyć męcząca. Sama sesja nie była zła, ponieważ z innymi graczami przejeliśmy wodze narracji. Niemniej, bardzo się zdziwiłem, że mistrz gry zdecydował się prowadzić na konwencie. Co ciekawe... Półroku później, ten sam mistrz gry miał u mnie okazję zagrać sesję jako gracz i w tej roli spisał się bardzo dobrze. Myślę, że wspólnie rozegraliśmy kawał naprawdę dobrej przygody, którą długo jeszcze będę wspominał.
 
5. Ostatnia z przygód została zwalona przez graczy. Mistrz gry przygotowała się dobrze: miał obmyślony scenariusz, znał mechanikę, ładnie opowiadał i przygotował wszystkim gotowych bohaterów. Natomiast, ekipa, z którą przyszło mi grać niezbyt pasowała do moich RPGowych preferencji. Styl gry współuczestników całkowicie nie pasował do mojego, przez co gra mnie nie bawiła. Myślałem, żeby wyjść z sesji (co zrobił jeden z graczy), ale żal mi było Mistrza gry, który akurat był przygotowany bardzo dobrze. Jak się później okazało facet prowadził pierwszy raz w życiu za co należy mu się szacunek. Podczas tej sesji zdażyło mi się pomyśleć, że RPG nie jest dla każdego i niektórzy powinni pomyśleć o zmianie hobby.
 
Podsumowując, w moim RPGowym życiu traumy nie było, choć miałem okazję doświadczyć kilku ciekawszych sesji, które zapadły mi w pamięć ze względu na to, że nie należały do najbardziej udanych.

2 komentarze:

  1. Przyznaję, dość szybka reakcja na start nowej edycji KB :D

    OdpowiedzUsuń
  2. http://mojerpg.blogspot.com/2013/04/koniec-42-edycji-karnawau-blogowego-rpg.html ;-)

    OdpowiedzUsuń