43 edycja Karnawału Blogowego, której tematem był "Rynek RPG" dobiegła końca. Blogerzy wypowiedzieli się o kondycji gier fabularnych i zdania były podzielone. Jedni uważają, że z RPGami nie jest źle, inni natomiast obwieszczają apokalipsę gier RPG. Jak jest napawdę, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam.
sobota, 1 czerwca 2013
wtorek, 28 maja 2013
Zbliża się koniec 43 edycji Karnawału Blogowego
Za trzy dni kończy się 43 edycja Karnawału Blogowego, której tematem jest Rynek RPG. Wszystkich chętnych, którzy mają coś do powiedzenia zachęcam do napisania notki. Czasu zostało wystarczająco dużo, aby napisać kilka ciekawych słów o grach fabularnych.
Co ważne!
Proszę o zgłoszenie się osoby, która chciałaby być opiekunem 44 Edycji Karnawału Blogowego. W chwili obecnej nie ma następcy, a Karnawał musi trwać!
niedziela, 26 maja 2013
Karnawał blogowy #43 - Wyniki ankiety przeprowadzonej na Beboku
Na konwencie Bebok,
który odbył się 18 i 19 maja w Bytomiu została przeprowadzona ankieta
na temat gier RPG. Przedstawiamy Wam zestawienie wyników.
Plik w formacie .pdf jest do ściągnięcia tutaj lub po kliknięciu na obrazek.
Inspiracją do przeprowadzenia ankiety na konwencie była obecna edycja karnawału blogowego. Miałem nadzieję, że gracze RPG odpowiedzą na kilka pytań jak to z tym naszym rynkiem RPG jest.
Zapraszam do zapoznania się z wynikami.
poniedziałek, 20 maja 2013
Bebok 2 w liczbach
Przedstawiam kilka liczb dotyczących minikonwentu Bebok, który odbył się 18 i 19 maja w Bytomiu.
Statystyki:
Liczba niezależnych uczestników: 107 osób,
Liczba sesji: 13,
Średnia liczba graczy: 4 osoby,
Liczba grogodzin: 52 h,
Liczba zjedzonych babeczek: 230 sztuk,
Liczba zjedzonych deserów: 1 tiramisu,
Ilość wypitej kawy: bardzo dużo,
Satysfakcja organizatorów: 100%,
Systemy, w które grano: Warhammer, 2280, Monastyr, Cyberpunk, Trom, Fallout, Afterbomb, Neuroshima,
Król sesji: Warhammer,
Król Pokoju Gier: Neuroshima Hex,
Król dobrej zabawy: Resistance: Agenci Molocha.
Podsumowanie:
Czy warto robić takie imprezy? Tak, warto.
Podsumowanie:
Czy warto robić takie imprezy? Tak, warto.
środa, 8 maja 2013
Dokument o produkcji gier planszowych
Nie wiem czy już to widzieliście. Jeżeli nie życzę przyjemnego oglądania!
Bebok minigra narracyjna
Bebok to bardzo wdzięczna postać, która pozwala bawić się swoim wizerunkiem na różnych płaszczyznach.
Dzisiejszego dnia obserwatorom przygotowań do konwentu Bebok udostępniliśmy minigrę narracyjną, w której śląski potwór pełni pierwszoplanową rolę.
"Wcielcie
się w Urwisów i odnajdźcie porwanego przez Beboka, małego braciszka.
Pokonujcie Wyzwania, zdobywajcie Punkty i wystrzegajcie się wszelkich
mrożących krew w żyłach sytuacji. Od sukcesu waszego poszukiwania zależy
bezpieczeństwo Króliczka."
Autorem gry jest Kordian "sil" Krawczyk. Ilustrację zamieszczoną na okładce przygotował Damian "paralaktyczny" Leśniewski.
Autorem gry jest Kordian "sil" Krawczyk. Ilustrację zamieszczoną na okładce przygotował Damian "paralaktyczny" Leśniewski.
Więcej szczegółów na stronie konwentu.
czwartek, 2 maja 2013
Karnawał blogowy #43 - Grałem w RPG zanim ono powstało
Rynek RPG. Siedzę w polskim bagnie już całkiem spory kawałek czasu. Zaczynałem od Władcy Pierścieni: Gry przygodowej, Warhammera w miękkiej okładce, Kryształów Czasu, Dzikich Pól i Oka Yrrhedesa. Później przyszedł czas magazynu Portal i „mody” na gry gliwickiego wydawnictwa – Neuroshimę, Monastyr, Nową Falę. Równolegle z materiałami wydawanymi na papierze obserwowałem rozwój branży w Internecie. Pamiętam pierwsze strony internetowe specjalizujące się w Warhammerze, początki Valkirii i Poltergeista, stary dobry sklep Nostromo. Na pewno nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem dinozaurem RPG. Ten tytuł zostawimy prawdziwym staruchom. Jednak wydaje mi się, że widziałem już dosyć dużo i bazując na wieloletnich obserwacjach mogę coś o rynku RPG powiedzieć. Wypowiem się z perspektywy fana RPGów, obserwatora i klienta, który od zajmuje się grami fabularnymi odkąd tylko pamiętam.
Po pierwsze, nie jestem pesymistą. Na rynku RPG jest dobrze pomimo tego, co mówią inni. Wiem, że osoby, które wydały w Polsce gry nie są zadowolone z uzyskanych wyników finansowych i sprzedanej liczby egzemplarzy. Widzę, że Wydawnictwo MAG wycofało się z gier fabularnych, Wydawnictwo Portal przestawiło produkcję na planszówki i karcianki, Galmadrin dłubie powoli, a Kuźnia (podobnie jak Portal) ma na warsztacie głównie planszówki. Każdy, kto choć trochę obserwuje rynek i czyta wypowiedzi twórców może odnieść wrażenie, że coś nie halo. Z drugiej jednak strony mamy wariatów pokroju Darkena, Marcina Lewickiego, małżeńskie wydawnictwo Menhir, Khakiego, Rafała Olszaka i wielu bloggerów. Ekipa wydała dobre gry swoimi siłami i odniosła sukces. Sprzedali mikro nakłady i otrzymali ciepłe recenzje swoich produktów. Ciężko jest na RPGach zarobić, można jednak zrobić coś dobrze i nie ponieść strat (zakładam, że ludzie poświęcają swój czas, ponieważ tego chcą).
Rynek RPG zmienił się diametralnie. Zresztą jak wszystko w około nas. Kiedyś w każdym dużym mieście były sklepy z RPGami. W chwili obecnej sklepów nie ma, jest za to wszędobylski Internet. Takie zjawisko może stwarzać wrażenie, że RPG opuściło świat – „Antek, kiedyś był sklep z gierami w naszym Sosnowcu, a teraz już go nie ma. RPG, czemu umierasz?” No tak, ale sklepów z butami też w okolicy nie ma, a jednak każdy w butach chodzi. W dzisiejszych czasach nie ma zapotrzebowania na stacjonarne sklepy specjalistyczne w naszym hobby. Jeżeli potrzebuję kupić grę RPG zaglądam do sklepów internetowych. Najczęściej jest w nich taniej, dodatkowo materiał przyniesie mi kurier wprost w mojej ręce. Czysty interes. Niby wszystko wygląda źle, a w rzeczywistości jest lepiej, wygodniej i szybciej.
Kolejną cegiełką wpływającą na negatywny obraz polskiego rynku RPG jest duża dostępność do materiałów z zachodu. Dzisiaj wchodzę w Internet, klikam „Buy” i w godzinę mam na swoim komputerze świeży .pdf z wyczekiwaną grą. Kiedyś jedynymi dostępnymi podręcznikami były te wydane po polsku. Gdy brakowało pieniędzy na oryginał trzeba było wspomóc się ksero, o które i tak było ciężko jak jasna cholera. Mając dostęp do rzeczy z innych krajów w nich zostawiam swoją krwawicę, zamiast przekazywać ją na konta polskich wydawców.
Trzy wymienione powyżej rzeczy mogą powodować, że ludziom zdaje się, że jest z RPGami źle. Moim zdaniem jest bardzo dobrze.
Z swojego doświadczenia wiem, że nie ma żadnego problemu z zebraniem drużyny do grania, czy to w realu czy za pomocą narzędzi online. Jestem szczęściarzem, ponieważ mam stałą ekipę do grania i nowych przygód przeżywać nie muszę. Gdy w moim życiu był epizod, iż potrzebowałem znaleźć ekipę w innym mieście nie zajęło mi to więcej niż kilka dni szukania. Wystarczyło wysłać parę maili i umówić się na spotkanie. Bardzo szybko spotkałem drużynę, która o Fandomie w Internecie nawet nie słyszała, a Poltergeist był dla nich duchem z niemieckiej mitologii. Ekipa grała sobie spokojnie w D&D, a później w Wiedźmina i miała w głębokim poważaniu polski rynek RPG. Druga ekipa natomiast namiętnie cięła w Warhammera i Świat Mroku. Ponownie, inne systemy nie były im potrzebne do szczęścia, co zapewne wpłynęło na wyniki finansowe kilku RPGowych Wydawnictw.
Trudno mówić mi o upadku RPG jeżeli jadąc na konwent zjAva do Warszawy czy Lajconika do Krakowa przez dwa dni gram w gry fabularne i tracę głos. Nie widzę upadku RPG, jeżeli na nikomu nieznany konwnet Bebok przyjeżdża ekipa z odległych miast i mówi, że będzie prowadzić sesję. Nie widzę złej kondycji rynku, jeżeli kickstarterowy projekt o bandzie włóczęgów w 1 dzień zdobywa 25 tys. dolarów. Jeżeli przez klub gier fabularnych na wsi przewija się więcej ludzi, niż przez niejedno miejskie stowarzyszenie, to dalej twierdzę, że RPG nie umiera.
Myślę sobie natomiast coś zupełnie innego. W Polsce trudno jak jasna cholera jest zrobić coś dobrego i w ładnym stylu. Portal ma piękne pomysły, ale Monastyr aż roi się od błędów. Rafał Olszak wydaje fajną Robotikę, ale psuje sobie PR. Strony internetowe projektów wołają o pomstę do nieba. Nie są dotrzymywane terminy, brakuje reklamy, wszystko jest robione jakby na kolanie. I przez to pieniądze klientów wędrują za zachodnią granicę. Bo tam jest lepiej szybciej i taniej. Albo ekipa stwierdza: po co kupować coś nowego, jeżeli będzie to gorsze niż stary Warhammer 1 edycja.
Po pierwsze, nie jestem pesymistą. Na rynku RPG jest dobrze pomimo tego, co mówią inni. Wiem, że osoby, które wydały w Polsce gry nie są zadowolone z uzyskanych wyników finansowych i sprzedanej liczby egzemplarzy. Widzę, że Wydawnictwo MAG wycofało się z gier fabularnych, Wydawnictwo Portal przestawiło produkcję na planszówki i karcianki, Galmadrin dłubie powoli, a Kuźnia (podobnie jak Portal) ma na warsztacie głównie planszówki. Każdy, kto choć trochę obserwuje rynek i czyta wypowiedzi twórców może odnieść wrażenie, że coś nie halo. Z drugiej jednak strony mamy wariatów pokroju Darkena, Marcina Lewickiego, małżeńskie wydawnictwo Menhir, Khakiego, Rafała Olszaka i wielu bloggerów. Ekipa wydała dobre gry swoimi siłami i odniosła sukces. Sprzedali mikro nakłady i otrzymali ciepłe recenzje swoich produktów. Ciężko jest na RPGach zarobić, można jednak zrobić coś dobrze i nie ponieść strat (zakładam, że ludzie poświęcają swój czas, ponieważ tego chcą).
Rynek RPG zmienił się diametralnie. Zresztą jak wszystko w około nas. Kiedyś w każdym dużym mieście były sklepy z RPGami. W chwili obecnej sklepów nie ma, jest za to wszędobylski Internet. Takie zjawisko może stwarzać wrażenie, że RPG opuściło świat – „Antek, kiedyś był sklep z gierami w naszym Sosnowcu, a teraz już go nie ma. RPG, czemu umierasz?” No tak, ale sklepów z butami też w okolicy nie ma, a jednak każdy w butach chodzi. W dzisiejszych czasach nie ma zapotrzebowania na stacjonarne sklepy specjalistyczne w naszym hobby. Jeżeli potrzebuję kupić grę RPG zaglądam do sklepów internetowych. Najczęściej jest w nich taniej, dodatkowo materiał przyniesie mi kurier wprost w mojej ręce. Czysty interes. Niby wszystko wygląda źle, a w rzeczywistości jest lepiej, wygodniej i szybciej.
Kolejną cegiełką wpływającą na negatywny obraz polskiego rynku RPG jest duża dostępność do materiałów z zachodu. Dzisiaj wchodzę w Internet, klikam „Buy” i w godzinę mam na swoim komputerze świeży .pdf z wyczekiwaną grą. Kiedyś jedynymi dostępnymi podręcznikami były te wydane po polsku. Gdy brakowało pieniędzy na oryginał trzeba było wspomóc się ksero, o które i tak było ciężko jak jasna cholera. Mając dostęp do rzeczy z innych krajów w nich zostawiam swoją krwawicę, zamiast przekazywać ją na konta polskich wydawców.
Trzy wymienione powyżej rzeczy mogą powodować, że ludziom zdaje się, że jest z RPGami źle. Moim zdaniem jest bardzo dobrze.
Z swojego doświadczenia wiem, że nie ma żadnego problemu z zebraniem drużyny do grania, czy to w realu czy za pomocą narzędzi online. Jestem szczęściarzem, ponieważ mam stałą ekipę do grania i nowych przygód przeżywać nie muszę. Gdy w moim życiu był epizod, iż potrzebowałem znaleźć ekipę w innym mieście nie zajęło mi to więcej niż kilka dni szukania. Wystarczyło wysłać parę maili i umówić się na spotkanie. Bardzo szybko spotkałem drużynę, która o Fandomie w Internecie nawet nie słyszała, a Poltergeist był dla nich duchem z niemieckiej mitologii. Ekipa grała sobie spokojnie w D&D, a później w Wiedźmina i miała w głębokim poważaniu polski rynek RPG. Druga ekipa natomiast namiętnie cięła w Warhammera i Świat Mroku. Ponownie, inne systemy nie były im potrzebne do szczęścia, co zapewne wpłynęło na wyniki finansowe kilku RPGowych Wydawnictw.
Trudno mówić mi o upadku RPG jeżeli jadąc na konwent zjAva do Warszawy czy Lajconika do Krakowa przez dwa dni gram w gry fabularne i tracę głos. Nie widzę upadku RPG, jeżeli na nikomu nieznany konwnet Bebok przyjeżdża ekipa z odległych miast i mówi, że będzie prowadzić sesję. Nie widzę złej kondycji rynku, jeżeli kickstarterowy projekt o bandzie włóczęgów w 1 dzień zdobywa 25 tys. dolarów. Jeżeli przez klub gier fabularnych na wsi przewija się więcej ludzi, niż przez niejedno miejskie stowarzyszenie, to dalej twierdzę, że RPG nie umiera.
Myślę sobie natomiast coś zupełnie innego. W Polsce trudno jak jasna cholera jest zrobić coś dobrego i w ładnym stylu. Portal ma piękne pomysły, ale Monastyr aż roi się od błędów. Rafał Olszak wydaje fajną Robotikę, ale psuje sobie PR. Strony internetowe projektów wołają o pomstę do nieba. Nie są dotrzymywane terminy, brakuje reklamy, wszystko jest robione jakby na kolanie. I przez to pieniądze klientów wędrują za zachodnią granicę. Bo tam jest lepiej szybciej i taniej. Albo ekipa stwierdza: po co kupować coś nowego, jeżeli będzie to gorsze niż stary Warhammer 1 edycja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



