niedziela, 26 maja 2013

Karnawał blogowy #43 - Wyniki ankiety przeprowadzonej na Beboku

Na konwencie Bebok, który odbył się 18 i 19 maja w Bytomiu została przeprowadzona ankieta na temat gier RPG. Przedstawiamy Wam zestawienie wyników.

Plik w formacie .pdf jest do ściągnięcia tutaj lub po kliknięciu na obrazek.
 
Inspiracją do przeprowadzenia ankiety na konwencie była obecna edycja karnawału blogowego. Miałem nadzieję, że gracze RPG odpowiedzą na kilka pytań jak to z tym naszym rynkiem RPG jest.
 
Zapraszam do zapoznania się z wynikami.
 
 

poniedziałek, 20 maja 2013

Bebok 2 w liczbach

Przedstawiam kilka liczb dotyczących minikonwentu Bebok, który odbył się 18 i 19 maja w Bytomiu.


Statystyki:

Liczba niezależnych uczestników: 107 osób,
Liczba sesji: 13,
Średnia liczba graczy: 4 osoby,
Liczba grogodzin: 52 h,
Liczba zjedzonych babeczek: 230 sztuk,
Liczba zjedzonych deserów: 1 tiramisu,
Ilość wypitej kawy: bardzo dużo,
Satysfakcja organizatorów: 100%,

Systemy, w które grano: Warhammer, 2280, Monastyr, Cyberpunk, Trom, Fallout, Afterbomb, Neuroshima,
Król sesji: Warhammer,
Król Pokoju Gier: Neuroshima Hex,
Król dobrej zabawy: Resistance: Agenci Molocha.


Podsumowanie:

Czy warto robić takie imprezy? Tak, warto.

środa, 8 maja 2013

Dokument o produkcji gier planszowych


Nie wiem czy już to widzieliście. Jeżeli nie życzę przyjemnego oglądania!

Bebok minigra narracyjna

Bebok to bardzo wdzięczna postać, która pozwala bawić się swoim wizerunkiem na różnych płaszczyznach. 

Dzisiejszego dnia obserwatorom przygotowań do konwentu Bebok udostępniliśmy minigrę narracyjną, w której śląski potwór pełni pierwszoplanową rolę.

"Wcielcie się w Urwisów i odnajdźcie porwanego przez Beboka, małego braciszka. Pokonujcie Wyzwania, zdobywajcie Punkty i wystrzegajcie się wszelkich mrożących krew w żyłach sytuacji. Od sukcesu waszego poszukiwania zależy bezpieczeństwo Króliczka."

Autorem gry jest Kordian "sil" Krawczyk. Ilustrację zamieszczoną na okładce przygotował Damian "paralaktyczny" Leśniewski.

Więcej szczegółów na stronie konwentu.


czwartek, 2 maja 2013

Karnawał blogowy #43 - Grałem w RPG zanim ono powstało

Rynek RPG. Siedzę w polskim bagnie już całkiem spory kawałek czasu. Zaczynałem od Władcy Pierścieni: Gry przygodowej, Warhammera w miękkiej okładce, Kryształów Czasu, Dzikich Pól i Oka Yrrhedesa. Później przyszedł czas magazynu Portal i „mody” na gry gliwickiego wydawnictwa – Neuroshimę, Monastyr, Nową Falę. Równolegle z materiałami wydawanymi na papierze obserwowałem rozwój branży w Internecie. Pamiętam pierwsze strony internetowe specjalizujące się w Warhammerze, początki Valkirii i Poltergeista, stary dobry sklep Nostromo. Na pewno nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem dinozaurem RPG. Ten tytuł zostawimy prawdziwym staruchom. Jednak wydaje mi się, że widziałem już dosyć dużo i bazując na wieloletnich obserwacjach mogę coś o rynku RPG powiedzieć. Wypowiem się z perspektywy fana RPGów, obserwatora i klienta, który od zajmuje się grami fabularnymi odkąd tylko pamiętam.

Po pierwsze, nie jestem pesymistą. Na rynku RPG jest dobrze pomimo tego, co mówią inni. Wiem, że osoby, które wydały w Polsce gry nie są zadowolone z uzyskanych wyników finansowych i sprzedanej liczby egzemplarzy. Widzę, że Wydawnictwo MAG wycofało się z gier fabularnych, Wydawnictwo Portal przestawiło produkcję na planszówki i karcianki, Galmadrin dłubie powoli, a Kuźnia (podobnie jak Portal) ma na warsztacie głównie planszówki. Każdy, kto choć trochę obserwuje rynek i czyta wypowiedzi twórców może odnieść wrażenie, że coś nie halo. Z drugiej jednak strony mamy wariatów pokroju Darkena, Marcina Lewickiego, małżeńskie wydawnictwo Menhir, Khakiego, Rafała Olszaka i wielu bloggerów. Ekipa wydała dobre gry swoimi siłami i odniosła sukces. Sprzedali mikro nakłady i otrzymali ciepłe recenzje swoich produktów. Ciężko jest na RPGach zarobić, można jednak zrobić coś dobrze i nie ponieść strat (zakładam, że ludzie poświęcają swój czas, ponieważ tego chcą).

Rynek RPG zmienił się diametralnie. Zresztą jak wszystko w około nas. Kiedyś w każdym dużym mieście były sklepy z RPGami. W chwili obecnej sklepów nie ma, jest za to wszędobylski Internet. Takie zjawisko może stwarzać wrażenie, że RPG opuściło świat – „Antek, kiedyś był sklep z gierami w naszym Sosnowcu, a teraz już go nie ma. RPG, czemu umierasz?” No tak, ale sklepów z butami też w okolicy nie ma, a jednak każdy w butach chodzi. W dzisiejszych czasach nie ma zapotrzebowania na stacjonarne sklepy specjalistyczne w naszym hobby. Jeżeli potrzebuję kupić grę RPG zaglądam do sklepów internetowych. Najczęściej jest w nich taniej, dodatkowo materiał przyniesie mi kurier wprost w mojej ręce. Czysty interes. Niby wszystko wygląda źle, a w rzeczywistości jest lepiej, wygodniej i szybciej.

Kolejną cegiełką wpływającą na negatywny obraz polskiego rynku RPG jest duża dostępność do materiałów z zachodu. Dzisiaj wchodzę w Internet, klikam „Buy” i w godzinę mam na swoim komputerze świeży .pdf z wyczekiwaną grą. Kiedyś jedynymi dostępnymi podręcznikami były te wydane po polsku. Gdy brakowało pieniędzy na oryginał trzeba było wspomóc się ksero, o które i tak było ciężko jak jasna cholera. Mając dostęp do rzeczy z innych krajów w nich zostawiam swoją krwawicę, zamiast przekazywać ją na konta polskich wydawców.

Trzy wymienione powyżej rzeczy mogą powodować, że ludziom zdaje się, że jest z RPGami źle. Moim zdaniem jest bardzo dobrze.

Z swojego doświadczenia wiem, że nie ma żadnego problemu z zebraniem drużyny do grania, czy to w realu czy za pomocą narzędzi online. Jestem szczęściarzem, ponieważ mam stałą ekipę do grania i nowych przygód przeżywać nie muszę. Gdy w moim życiu był epizod, iż potrzebowałem znaleźć ekipę w innym mieście nie zajęło mi to więcej niż kilka dni szukania. Wystarczyło wysłać parę maili i umówić się na spotkanie. Bardzo szybko spotkałem drużynę, która o Fandomie w Internecie nawet nie słyszała, a Poltergeist był dla nich duchem z niemieckiej mitologii. Ekipa grała sobie spokojnie w D&D, a później w Wiedźmina i miała w głębokim poważaniu polski rynek RPG. Druga ekipa natomiast namiętnie cięła w Warhammera i Świat Mroku. Ponownie, inne systemy nie były im potrzebne do szczęścia, co zapewne wpłynęło na wyniki finansowe kilku RPGowych Wydawnictw.

Trudno mówić mi o upadku RPG jeżeli jadąc na konwent zjAva do Warszawy czy Lajconika do Krakowa przez dwa dni gram w gry fabularne i tracę głos. Nie widzę upadku RPG, jeżeli na nikomu nieznany konwnet Bebok przyjeżdża ekipa z odległych miast i mówi, że będzie prowadzić sesję. Nie widzę złej kondycji rynku, jeżeli kickstarterowy projekt o bandzie włóczęgów w 1 dzień zdobywa 25 tys. dolarów. Jeżeli przez klub gier fabularnych na wsi przewija się więcej ludzi, niż przez niejedno miejskie stowarzyszenie, to dalej twierdzę, że RPG nie umiera.

Myślę sobie natomiast coś zupełnie innego. W Polsce trudno jak jasna cholera jest zrobić coś dobrego i w ładnym stylu. Portal ma piękne pomysły, ale Monastyr aż roi się od błędów. Rafał Olszak wydaje fajną Robotikę, ale psuje sobie PR. Strony internetowe projektów wołają o pomstę do nieba. Nie są dotrzymywane terminy, brakuje reklamy, wszystko jest robione jakby na kolanie. I przez to pieniądze klientów wędrują za zachodnią granicę. Bo tam jest lepiej szybciej i taniej. Albo ekipa stwierdza: po co kupować coś nowego, jeżeli będzie to gorsze niż stary Warhammer 1 edycja.

środa, 1 maja 2013

Karnawał blogowy #43 - Rynek RPG

42 Edycja Karnawału Blogowego prowadzona przez Krzemienia już za nami. Wiele osób chętnie opowiedziało o najgorszej sesji w swoim życiu, a Ci którzy nie zdecydowali się spisać swoich historii zapewne powspominali traumatyczne wydarzenia z przeszłości.


Ostatnimi dniami przez e-Fandom przetoczyły się kolejne dyskusje dotyczące Rynku RPG. Pojawiło się wiele głosów, że w Fandomie jest bardzo źle, nie warto wydawać gier, RPG upadają, ludzie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach... Inni natomiast starają się sprzeciwiać pesymistycznej wizji argumentując swoje stanowisko zmianami w gospodarce światowej, nagłym spadkiem cen złota lub prężnie rozwijającymi się konwentami.

Jak jest naprawdę? Postarajmy się w tej edycji karnawału wyczerpać temat Rynku RPG. Napiszcie proszę jak widzicie ten element Fandomu z swojej perspektywy: klienta, gracza, wydawcy, mistrza gry lub obserwatora. Czy jest źle i mamy zabierać się do reanimacji? Czy może RPG ma się dobrze i namy się czym martwić?
Temat 43 edycji karnawału blogowego to
Rynek RPG

Start edycji: 01.05.2013 roku
Zakończenie edycji: 31.05.2013 roku


Ponieważ karnawał blogowy jest niczym Wąż Uroboros zachęcam do zajrzenia na blog Borejki, kiedy to 06.09.2009 roku ruszyła pierwsza edycja karnawału zadająca blogerom pytania:

Jaka jest przyszłość gier fabularnych? Jakie gry, firmy będą miały wpływ na branżę, a powstaną w niedalekiej przyszłości? Jakie technologie odegrają znaczącą rolę w RPG? I wreszcie jaka jest przyszłość tej branży u nas w Polsce?

Czy w ciągu niecałych 4 lat zmieniło się dużo?

Lista wpisów karnawałowych:
  1. Morgrim - Rynek RPG? Nigdy nie było lepiej! 
  2. Piastun - Grałem w RPG zanim ono powstało
  3. Enc - Rynek RPG w Polsce 
  4. MareK - Rynek RPG 
  5. Borejko - Wielkość rynku RPG
  6. Rafał Olszak - Rynek RPG
  7. von Mansfeld - Rynek ErPeGiE
  8. Tomakon - Takie tam o rynku RPG 
  9. Pafnucy - Mój wymarzony rynek RPG
  10. Misiołak - Entry through the FLG store 
  11. Triki - Karnawał blogowy #43
  12. Michał Zemełka - Nie znam się to się wypowiem 
  13. Bebok - ankieta RPG 
  14. Karp - Wywiad z Piotrem Korysiem 
  15. Karp - Wywiad z Ignacym Trzewiczkiem 
  16. Karp - Wywiad z Dawidem Pawlicą  

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Combat Zone - subiektywna recenzja

Combat Zone to pierwszy dodatek do postapokaliptycznej gry RPG Afterbomb Madness wydanej przez Rafała Olszaka i jego wydawnictwo Cyfrografia. Zapraszam do przeczytania subiektywnej recenzji dodatku. Podkreślam słowo „subiektywnej”, ponieważ nie będę starał się spojrzeć na materiał okiem zawodowego recenzenta. Książkę będę oceniał z perspektywy Mistrza Gry, który nie ukrywa sympatii do Afterbomb Madness.

Dodatek do gry zakupiłem bezpośrednio w internetowym sklepie Cyfrografii w ofercie przedsprzedażowej. Książka dotarła do mnie już w piątek 26 kwietnia. Combat Zone został zapakowany w folię termokurczliwą, a następnie w wytrzymały karton. Wydaje mi się, że taka forma zabezpieczenie przesyłki wystarczająco chroniła mój zakup przez zniszczeniem w trakcie transportu.

Combat Zone został wydany w formacie B5 (identycznie jak podręcznik główny), w miękkiej, laminowanej jednostronnie z połyskiem, okładce. Aby uchronić książkę przed zniszczeniem polecam zapakować ją w foliową okładkę. Dodatek liczy 120 stron, które zostały sklejone. Jakoś klejenia oceniam na wysoką i nie spodziewam się szybkiego uszkodzenia książki. Strony zostały ozdobione 27 czarno-białymi ilustracjami wykonanymi przez artystę, który również opracował rysunki w podręczniku głównym. Dodatkowo Combat Zone zostało poddane korekcie.

Co w środku? 120 stron podzielono na następujące rozdziały: Społeczności, Miejscówki, Nowe Procedury, Scenariusz, Wylęgarnia, Dodatki i Indeks.

Społeczności to rozdział opisujący różne grupy społeczne, które Draby i Żylety mogą spotkać podczas swoich wędrówek po pustkowiach USA. Prócz standardowego opisu danej grupy w rozdziale znajdziemy również propozycje wykorzystania społeczności na sesjach. Dodatkowo, opisy urozmaicono takimi elementami mechaniki jak np.: statystyki przeciwników, opisy fenomenów, rozszerzenie zasad na temat implantów, mutacje ufoków czy mechanika tworzenia potwornych hybryd. Prócz opisu od razu dostajemy mechaniczne mięso. Sam rozdział stanowi bardzo dobry pokarm dla wyobraźni Weterana i Graczy. Zaprezentowane społeczności są ciekawe i dobrze uzupełniają braki, które można było odczuć w podręczniku głównym.

Miejscówki, jak można się łatwo domyśleć, opisują kilka ciekawych miejsc na mapie zniszczonych stanów. W rozdziale przeczytamy o Debris Town, które ma bzika na punkcie GECKu, Toxic City radioaktywnego miasta toxików czy miast opanowanych w całości przez Sowietów. Wszystkie miejscówki w jakiś sposób są związane z Wojną Totalną panującą w USA. Nie znajdziemy tutaj miejsc spokojnych i sielankowych. W USA toczy się wojna z komunistami i kosmitami. W dodatku Combat Zone opisano miejsca, w których łatwo dostać w łeb od jednych lub drugich. Podobnie jak w poprzednim rozdziale, wewnątrz tekstu, autor umieścił sporo mechanicznych smaczków, które spodobają się każdemu miłośnikowi kostek.

Trzeci rozdział, Nowe procedury, to rozszerzenie mechaniki z podręcznika głównego. Znajdziemy tu informacje na temat Atrybutów wykorzystywanych w konfliktach społecznych, mechanikę popularnych w USA rozrywek, rozszerzenie zasad walki oraz obszerny materiał na temat Machin Bojowych (mechów, wiertar, łodzi podwodnych i innego ciężkiego sprzętu przeznaczonego do naprawdę spektakularnych starć).

„Zew spod Głębin”, czwarty rozdział Combat Zone to przykładowy scenariusz. Moim zdaniem jest to najsłabsza część książeczki i dodatek spokojnie mógłby się bez scenariusza obejść. Przygoda, pomimo tego, że utrzymana w klimacie postapokaliptycznym jest bardzo słaba. Gracze nie mają żadnych możliwości uniknięcia wplątania się w aferę morskiego Azylu, a główny zły, z którym mają walczyć jest „nieśmiertelny”, aż do momentu, w którym „śmiertelność” dozwala scenariusz. Materiał nadaje się do wykorzystania dopiero po poważnej przeróbce przez Mistrza Gry. Przygoda poprowadzona zgodnie z opisem będzie jednoosobowym teatrem Weterana, w którym nie ma miejsca na decyzje Drabów.

Wylęgarnia to po prostu zwykły Bestiariusz. W rozdziale umieszczono statystyki przedstawicieli niektórych społeczności lub przeciwników, których przyjdzie Drabom i Żyletom eksterminować w ogromnych ilościach.

Ostatni rozdział prezentuje tylko RPGowe mięso. W Dodatku znajdziemy opisy czterech nowych biostymulantów, 24 dary apokalipsy oraz statystyki 12 oryginalnych broni. Wszystko opisane w stylu znanym z podręcznika głównego Afterbomb Madness.

Podsumowując. Combat Zone to ciekawy i użyteczny dodatek do gry fabularnej Afterbomb Madness. Materiał prezentuje ciekawe społeczności oraz miejsca, w których można osadzić przygody lub całe kampanie. W tekście nie zabrakło również mechaniki gry, która zostaje rozwinięta i uzupełniona w satysfakcjonujący sposób. Jakość wydania dodatku jest dobra. Cena, choć dosyć wysoka, jest akceptowalna.

Jedynym mankamentem podręcznika, który może doskwierać, jest nieusystematyzowane rozmieszczenie po całym dodatku elementów mechaniki. Statystyki kilku przeciwników zamiast w Wylęgarni znajdą się wewnątrz opisów Społeczności lub Miejscówek. To samo dotyczy charakterystyk broni czy innych rozwiązań mechanicznych. Z jednej strony materiał czyta się dobrze, ponieważ tuż koło opisu mamy zaprezentowane statystyki, jednak odnalezienie w trakcie sesji danego fragmentu książki może być trochę kłopotliwe (pomóc może Indeks).

Jeżeli zastanawiacie się czy kupić Combat Zone polecam przestać to robić i przelać na konto Cyfrografii 59 złotych + koszty przesyłki. Będziecie zadowoleni i na pewno wykorzystacie Combat Zone na swoich sesjach.